Page

biografia

 

MG13Urodzony 17 lutego 1984 roku w Łodzi, Marcin Gortat jest synem dwukrotnego brązowego medalisty olimpijskiego, mistrza Europy, wielokrotnego reprezentanta kraju w boksie, Janusza Gortata i dwukrotnej mistrzyni Polski w siatkówce oraz wielokrotnej reprezentantce narodowej, Alicji Gortat.

Marcin przez całe życie próbuje podążać drogą rodziców i właśnie, dlatego już w Szkole Podstawowej nr 55 im. Eugeniusza Lokajskiego w Łodzi zaczął uprawiać aktywnie sport. Przez pierwsze osiem lat edukacji zdobywał medale w różnego rodzaju konkurencjach lekkoatletycznych. Najlepiej wspomina ostatnie dwa lata w “podstawówce”, kiedy to z wynikiem 193 cm (trzeci rezultat w jego kategorii wiekowej w Polsce) został mistrzem Łodzi w skoku wzwyż, a wkrótce po tym dostał pierwsze powołanie do reprezentacji Polski juniorów w lekkoatletyce.

Gortat może pochwalić się także sukcesami w piłce nożnej. W wieku 10 lat zaczął uczęszczać na treningi do klubu Start Łódź, a po czterech latach znalazł się w Łódzkim Klubie Sportowym, gdzie zaliczył nawet kilka występów w II-ligowej drużynie seniorów. Warto dodać, że Marcin miał także swój udział w sukcesie LKS-u, jakim było zdobycie mistrzostwa makroregionu Łódź w 2001 roku. Po sukcesach związanych z grą w piłkę, stanął przed poważną decyzją. Musiał zdecydować się, gdzie po ukończeniu Szkoły Podstawowej będzie kontynuował swoją naukę i jego wybór padł na Technikum Samochodowe nr 1 w Łodzi. Na przestrzenni lat Marcin uważa, że ta decyzja była jego największym błędem w życiu, gdyż jak sam twierdzi “grzebanie w autach nie kręciło go totalnie”, ale przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło…

Czas zmian

Na początku nauki w IV klasie szkoły średniej Marcin postanowił, za namową nauczyciela od wychowania fizycznego, zamienić piłkę nożną na koszykówkę. “Gorti” za główną przyczynę swojej decyzji uznaje problemy w nauce, gdyż ciężko było mu połączyć edukację ze sportem, a trener sekcji basketu w zamian za rozpoczęcie treningów koszykówki zaproponował mu pomoc w szkole.

Obecnie mierzący 214 cm zawodnik już od pierwszego treningu wiedział, że basketball to jest sport, którym powinien zająć się od początku. W drużynie było wiele osób, które pomagały Marcinowi już od jego pierwszych zajęć- zaczynając od Michała Micielskiego (jego najlepszego przyjaciela), a kończąc na szkoleniowcu Konradzie Skupniu, któremu wiele zawdzięcza. Na początku Gortatowi było bardzo ciężko, gdyż nie potrafił robić nic, co przypominałoby grę w koszykówkę, ale za to od początku dominował nad innymi w przygotowaniu fizycznym, co po sześciu miesiącach gry zaprocentowało powołaniem do kadry U-20, gdzie znalazło się wielu zawodników mających doświadczenie w pierwszoligowych klubach. Warto zaznaczyć, że Marcin był jednym z nielicznych II-ligowych koszykarzy, którzy dopiero zaczęli stawiać pierwsze kroki na parkiecie i już dostali się do reprezentacji. W barwach kadry młodzieżowej wystąpił łącznie w 10 meczach.

„Co chcesz robić w życiu?”

Po półtora roku spędzonym w zespole z rodzinnego miasta pojechał na turniej z drużyną narodową juniorów do Francji, gdzie został wypatrzony i sprowadzony na testy do Kolonii przez trenera Veselina Matica. Już na pierwszych zajęciach w Niemczech wywarł duże wrażenie na managerach tego klubu i godzinę po treningu odebrał telefon w hotelu. W słuchawce usłyszał głos trenera Matica, który powiedział mu, że zaraz ktoś po niego przyjedzie, aby porozmawiać na temat szczegółów kontraktu.

Podczas rozmowy o warunkach umowy młody Polak zapytany o to, co chce robić w życiu odpowiedział, że tak naprawdę sam tego nie wie, gdyż nigdy nie miał konkretnych planów. Prezes klubu z Kolonii skomentował to bardzo krótko, odparł- Jedź do Polski, pożegnaj się z rodziną i za miesiąc wracaj do nas na przygotowania do sezonu!

Z początku Marcin nie wiedział, co robić w tej sytuacji. W końcu nadszedł moment, w którym musiał opuścić wszystkich znajomych wraz z rodzinom i wyjechać rozpocząć nowe życie. Ostatecznie zdecydował się na kontynuowanie swojej kariery poza granicami Polski. Od tego momentu Gortat miał tylko jeden cel- Chcę stać się jak najlepszym zawodnikiem i dostać się do ligi NBA- podkreślał polski środkowy.

63 minuty na początek

W swoim pierwszym sezonie na parkietach niemieckiej Bundesligi Marcin spędził jedynie 63 minuty, ale jak podkreślał w wywiadzie udzielonym dla gazety BASKET nie żałował tego, że zdecydował się na grę w RheinEnergie Kolonia.- Słyszałem wiele dobrego o tym klubie i na szczęście wszystko znalazło potwierdzenie w rzeczywistości. Koszykówkę trenuje dopiero od dwóch i pół roku, a tu mogłem nadrobić wszelkie zaległości pod okiem znakomitych trenerów- mówił nasz center. Pomimo tego, że statystyki Marcina- 1,9 pkt., 1,5 zb. i 0,4 blk. na mecz, nie zachwycały to Polak już wtedy pokazał wszystkim swoim krytykom, że potrafi grać w basket i jeśli tylko otrzyma szanse od szkoleniowca to w pełni ją wykorzysta tak jak miało to miejsce pod koniec sezonu 2003-04, kiedy jego zespół zajął szóste miejsce, a Marcin dostał więcej szans na grę.

Center z Łodzi po zakończeniu rozgrywek ligi niemieckiej nie próżnował i szybko wyjechał do Treviso na słynny camp koszykarski, gdzie wzbudził duże zainteresowane swoją osobą klubów z NBA- Już po drugim meczu dostałem pięć ofert, potem doszły jeszcze cztery, a najciekawsze były chyba te z Atlanty i Seattle. Jestem zadowolony, że zaprezentowałem się dobrze szybkościowo i fizycznie. Dodatkowo na zakończenie udało mi się wygrać konkurs wsadów, co było dla mnie świetnym przeżyciem.- wspomina Marcin, który nie zdecydował się na udział w drafcie i 14 czerwca 2004 roku podpisał wieloletni kontrakt z RheinEnergie Kolonia.

Pobyt we włoskim Treviso nie oznaczał dla niego wcale końca pracy w lato, gdyż już w sierpniu przyszedł czas na debiut w barwach reprezentacji Polski seniorów w 25. Międzynarodowym Turnieju o Puchar JM Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie nasza kadra w składzie z „Gortim” wygrała wszystkie mecze- z tak silnym ekipami jak Izrael i Rosja, a Marcin w czasie 37 minut zanotował na swoim koncie 9 punktów, 8 zbiórek oraz 6 bloków i tym samym bardzo pozytywnie zaskoczył obserwatorów turnieju. Jednak to nie wystarczyło, aby wystąpić we wszystkich meczach reprezentacji trenera Andrzeja Kowalczyka na eliminacjach do Mistrzostw Europy. Ostatecznie Marcin w eliminacjach rozegrał dwa spotkania z Czechami(5 min, 1 zb, 1 blk) oraz ze Słowenią (6 min., 4 pkt., 1 zb.), ale to wystarczyło, aby zrobić wrażenie na bardziej doświadczonych kadrowiczach. środkowy Kordian Korytek nazwał Gortata nawet “motorycznym fenomenem”.

Drugi rok w poważnej koszykówce

Gortat już od początku sezonu 2004-05 chciał udowodnić, że bardzo ciężko przepracował wakacje i warto zaznaczyć, że sztab szkoleniowy RheinEnergie długo na efekty tej pracy czekać nie musiał, gdyż już w pierwszym meczu w lidze niemieckiej Polak dominował na deskach i uzbierał aż 12 zbiórek. Marcin zaliczył równie udany występ w pierwszym spotkaniu pucharu ULEB (wychowanek ŁKS-u Łódź już wcześniej brał udział w tych rozgrywkach, ale spędził na parkiecie jedynie 16 minut), gdy jego drużyna wysoko 99:73 pokonała Eiffel Towers Nijmegen, a Marcin notując 16 punktów (6/7 z gry), 6 zbiórek, 5 bloków oraz 3 asysty był jednym z najlepszych zawodników meczu. Niestety mierzący 214 cm środkowy nie zawsze miewał równie udane mecze i raz znalazł się nawet na pierwszym miejscu w niechlubnej klasyfikacji na najsłabszego koszykarza 7 kolejki pucharu ULEB.

W tym sezonie dla RheinEnergie Gortat był już znacznie ważniejszym zawodnikiem niż w zeszłorocznych rozgrywkach. Grał średnio 15 minut w 34 spotkaniach Bundesligi i zdecydowanie poprawił swoje statystyki(4,8 pkt. i 3,8 zb.), ale pomimo jego szybkiemu rozwojowi zespół z Kolonii z walki o tytuł odpadł znowu w ćwierćfinale.

Nadszedł czas na draft

Po sezonie Marcin nie mógł poświęcić wiele czasu na regeneracje sił, gdyż już na początku czerwca rozpoczął treningi w USA. Warto dodać, że zdecydował się przystąpić do draftu.- Wierzę w to, że zostanę wybrany. Jeśli wybiorą mnie z 50 – 60 numerem to będzie naprawdę dobrze- mówił Marcin, którego nazwisko już wcześniej widniało na liście zgłoszonych do naboru ligi NBA, ale w 2004 roku nasz center w odpowiednim terminie wycofał się z udziału w nim.

29 czerwca 2005 roku wszystko było już jasne. Gortata z 57 numerem wybrali włodarze drużyny Phoenix Suns, ale szybko prawa do niego oddali Orlando Magic.

-Trenowałem w kilku klubach, ale w Orlando nie byłem nawet na jednych zajęciach. Z tego, co wiem, działacze Magic oglądali mnie jednak w Europie. Marzyłem o Miami Heat. Orlando też jest jednak na Florydzie, więc nie mogę narzekać.- opowiadał Gortat, który po drafcie nie ukrywał emocji, jakie towarzyszyły mu podczas naboru.- Strasznie się denerwowałem. Powoli traciłem już nadzieję, że usłyszę swoje nazwisko. Pomyślałem, że jestem za słaby na NBA i nic z tego nie będzie. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło- mówił w wywiadzie dla “Życia Warszawy” wychowanek Łódzkiego Klubu Sportowego.

Kolejne dni po drafcie Marcin spędził już w Orlando, gdzie przygotowywał się do występu w barwach swojego nowego zespołu na silnie obsadzonej lidze letniej w Las Vegas. To właśnie na Reebok Vegas Summer League miał okazję spotkać się z innymi Polakami, którzy podobnie jak on chcieli zaprezentować się z jak najlepszej strony przed działaczami klubów najlepszej ligi świata: Maciejem Lampe, Robertem Tomaszkiem, Dawidem Przybyszewskim. Jeszcze przed rozpoczęciem ligi letniej Gortat zbierał bardzo pochlebne opinie od pracowników Orlando Magic, gdyż na zajęciach z młodą gwiazdą- centrem Dwigthem Howardem prezentował się bardzo korzystnie i trenerzy mówili nawet, że Polak nie ustępuje mu w żadnym elemencie gry.

W Vegas Marcin wystąpił w czterech z pięciu spotkań swojej ekipy i średnio notował 4,8 punktu oraz 2,3 zbiórki na mecz, a scouci obserwujący jego grę nie mieli wątpliwości, że ma przed sobą świetlaną przyszłość. Jednak “Gorti” nawet nie liczył na to, że już teraz ma szansę, aby podpisać kontrakt z zespołem najlepszej ligi świata i po letnich rozgrywkach powrócił do Europy, gdzie razem ze swoim agentem przeprowadził rozmowę na temat jego przyszłości. Wybrany przez Magic w drafcie środkowy nie miał zbyt wiele czasu na rozpatrywanie różnych ofert, gdyż podobnie jak w minionym roku, w sierpniu 2005 dołączył do drużyny narodowej i pojechał z nią na turniej do Stambułu, który miał na celu przygotowanie reprezentacji Polski do baraży Mistrzostw Europy.

Wielu polskich kibiców oczekiwało od Marcina znacznie więcej niż rok wcześniej, ale w pierwszych dwóch meczach o punkty z Czechami i Estonią, Łodzianin grał niewiele, przez co nie mógł pokazać pełni swoich umiejętności, choć kilka jego bloków rywale zapamiętali na długo. W spotkaniach rewanżowych Gortat był w znacznie lepszej formie, ale trener Veselin Matić dawał mu tylko 10 minut na grę, a swoją- bardzo krytykowaną przez ekspertów- decyzje tłumaczył tym, że tak nakazuje jego system gry. Warto zaznaczyć, że mierzącego 214 cm centra chwalił nawet występujący w NBA reprezentant Czech, Jiri Welsch- To bardzo ciekawy człowiek. Stanowi małe zagrożenie w ataku, bo punkty zdobywa tylko po dobitkach albo, gdy jest już pod samym koszem, ale w obronie jest już świetny. Sam bardzo dobrze wiem, jak wielkie ma to znacznie w Stanach. Możesz nie trafiać, możesz nie umieć rzucać, ale jeśli dobrze bronisz zrobisz karierę- mówił były zawodnik Golden State Warriors, Boston Celtics, Cleveland Cavaliers oraz Milwaukee Bucks.

Tych baraży do udanych nikt w Polsce zaliczyć nie mógł, gdyż nasz zespół zakończył je kompromitującą porażką z kadrą Estonii, co skazało nas na ostatnie miejsce w swojej grupie i grę o utrzymanie w dywizji A. Na rywalizację ze Szwecją i Holandią do Nowego Sadu szkoleniowiec reprezentacji Polski zabrał ze sobą także Marcina, ale nawet jego bardzo dobra postawa nie uchroniła naszej drużyny od spadku na dno europejskiej koszykówki, czyli do dywizji B.

Pomimo tak fatalnej postawy Polaków ze swoje gry w walce o utrzymanie jako jeden z nielicznych reprezentantów zadowolony mógł być Gortat, choć miał problemy ze stratami, jego grę docenili nie tylko eksperci, ale i kibice, którzy wybrali go- za pośrednictwem sondy na oficjalnej stronie kadry- najlepszym graczem naszego zespołu.

Pierwszy wielki sukces

W sezonie 2005-06 drużynę z Kolonii wraz Marcinem w składzie znowu czekała rywalizacja w europejskich pucharach, co sprawiło, że przed Polakiem był kolejny bardzo ciężki rok z koszykówką na wysokim poziomie. Naszych fanów szczególnie mógł cieszyć fakt, iż RheinEnergie miałoby duże kłopoty z wywalczeniem awansu do kolejnej fazy europejskich pucharów, gdyby nie dobra postawa Gortata (średnio prawie 10 punktów przy skuteczności powyżej 70% oraz 5 zbiórek na mecz). Również w rozgrywkach ligowych Marcin prezentował dobrą formę i pomógł swojej ekipie wywalczyć awans do finału.

W dwóch pierwszych meczach walki o złoto, Marcin był czołową postacią RheinEnergie, trafił 9 z 11 oddanych rzutów z gry i łącznie zanotował 20 punktów oraz 10 zbiórek. Warto także podkreślić, że bardzo dobrze wypełniał swoje zadania defensywne, ale po dwóch meczach jego zespół remisował 1-1. Jednak w dwóch kolejnych spotkaniach podopiecznym szkoleniowca Obradovica udało się postawić kropkę nad i. RheinEnergie Koln wygrywając finałową potyczkę do trzech zwycięstw (3-1) odniosło największy sukces w historii klubu i to przy dużym wkładzie Polaka, który potem podkreślał, że więcej niż walka z podkoszowymi ALBY zmęczyło go otwieranie szampana po decydującym spotkaniu. Rzeczywiście Marcin męczył się z ogromną butelką tego szlachetnego trunku przez długi czas po ostatnim gwizdku…

Rozczarowanie i powrót do Europy

Po tym jak Gortat zdobył mistrzostwo Niemiec i zaprezentował się z bardzo dobrej strony na lidze letniej, wielu polskim kibicom wydawało się już pewne, że będziemy mieli kolejnego reprezentanta w najlepszej lidze świata, ale tak się nie stało.- Cała liga letnia w moim wykonaniu pokazała, że jestem zawodnikiem, który puka do NBA. Niestety ówczesny trener Magic Brian Hill stwierdził, że mogę mu się przydać tylko jako 13, 14 zawodnik w zespole i tak naprawdę nie będę miał szansy na grę. Była to dla mnie smutna wiadomość. Pojawiły się wtedy momenty, gdy byłem załamany i czułem, że trening przez cały rok poszedł na nic- mówi Marcin, który zdecydował się kontynuować karierę w barwach debiutującego w Eurolidze- RheinEnergie.

Debiut w Eurolidze

W sezonie 2006-07 Polak nie opuścił żadnego meczu, zresztą zawsze w trakcie rozgrywek nie miał problemów z kontuzjami, i rozegrał ich aż 44 w Bundeslidze i 14 w Eurolidze. Marcin nie tylko potwierdził, że jest jednym z najlepszych centrów w Niemczech, ale i w całej Europie. Po tak udanym indywidualnie sezonie, w którym Marcin wiele zyskał grając na parkietach najbardziej prestiżowych rozgrywek koszykarskich zaraz po NBA, a więc w Eurolidze, i rywalizując z tak cenionymi podkoszowymi graczami jak Lazaros Papadopoulos, Luis Scola czy Tiago Splitter oraz zapewnieniom scoutów Orlando Magic, którzy mówili, że w tegorocznej lidze letniej gra drużyny będzie ułożona właśnie pod niego i JJ Redicka, fanom talentu Gortata rósł apetyt.

Wymarzony kontrakt i… wreszcie debiut w NBA

Polak już kiedy wysiadł z samolotu w Orlando doskonale zdawał sobie sprawę z ogromnej szansy, jaka jest przed nim.- Wiem, że w tym roku w zespole Magic jest wolne miejsce na pozycji centra i teraz wszystko zależy tylko ode mnie i tego jak zaprezentuje się w lidze letniej.

Jak świetnie się zaprezentował pokazują liczby- 30 minut, śr. 10 punktów, 6.8 zbiórki, 2.6 asysty, 3.2 straty i 3.2 bloku- choć najmocniejszej strony Marcina, czyli obrony nie widać w statystykach. 24-letni Gortat, znany także jako “Pająk” został wybrany najlepszym centrem Pepsi Pro Summer League i trafił do pierwszej piątki zawodów. Po letnich rozgrywkach, jak zawsze, nie owijał w bawełnę i powiedział krótko- Swoje szanse na to, że już w przyszłym sezonie zagram w NBA oceniam jako bardzo duże.

Im dłużej Marcin przebywał w Orlando tym więcej zyskiwał fanów- chwalili go nie tylko kibice i miejscowi dziennikarze, ale i nowy trener “Magików” Stan Van Gundy. Jego słowa, iż Polak jest już gotowy do gry w najlepszej lidze świata były jasnym sygnałem do tego, że w najbliższym czasie dojdzie do podpisania kontraktu. Po kilkunastu dniach czekania, wreszcie na początku sierpnia 2007 roku “Gorti” jako trzeci Polak w historii podpisał… u kolegi w mieszkaniu w Łodzi, umowę z klubem NBA. Dla Marcina nie był ważny podpis, nie wystarczał mu sam fakt bycia w najlepszej lidze świata, on chciał grać i choć na swoją szansę musiał czekać bardzo długo, bo aż do 2 Marca 2008 roku w meczu z New York Knicks, w którym też zdobył swoje pierwsze punkty.

Warto dodać, że Gortat w międzyczasie zaliczył nawet epizod w NBDL, kiedy był już skreślany przez większość ekspertów, ale w najważniejszych momentach sezonu pokazał, że warto na niego stawiać.

W Orlando wiele pisano o tym, że niezwykle rzadko zdarza się, aby zawodnik, który przesiedział cały sezon na ławce, prezentował tak świetną formę w play-offach, w których Marcin na stałe wszedł do rotacji Magic i był w niej bardzo ważnym elementem, gdyż pierwszym zmiennikiem lidera- Dwighta Howarda. Do dziś w internecie sporą popularnością cieszą się jego akcje z serii przeciwko Toronto Raptors i Detroit Pistons, gdy radził sobie z tak wielkimi gwiazdami jak Chris Bosh i Rasheed Wallace, a na ławkę na dobre usadowił bardzo doświadczonego środkowego Adonala Foyle’a.

Ostatecznie „Gorti” wystąpił w ośmiu spotkaniach fazy play-off w swoim debiutanckim sezonie, grał średnio sześć minut jako zastępca Howarda i wraz ze swoim zespołem zakończył sezon 2007-08 na drugiej fazie walki o mistrzostwo, przegrywając w półfinale konferencji z Detroit Pistons.

Kolejne pracowite wakacje

Lato 2008, jak i wcześniejsze, okazało się bardzo pracowite dla Gortata. Marcin rozpoczął je, jak na weterana tych rozgrywek, przystało, od występu na lidze letniej w Orlando. Polak ponownie potwierdził, że może radzić sobie na dobrym poziomie ze środkowymi innych drużyn najlepszej ligi świata i notując średnio 12,8 punktu, 8,6 zbiórki i 2,4 bloku na mecz został wybrany do drugiej piątki turnieju.

Potem przyszedł czas na kadrę, w której Gortat debiutował u nowego selekcjonera, Muli Katzurina. Najbardziej pamiętnym wydarzeniem tego okresu było zwycięstwo z reprezentacją Włochów na turnieju w Bormio, gdzie centrowi Orlando Magic udało się rozegrać wspaniałe zawody (28 punktów, 13 zbiórek, 5 przechwytów, 2 asysty i blok).

Debiut w pierwszej piątce, bloki na LeBronie i wielki finał

Sezon, w którym Marcin był już drugoroczniakiem w NBA to dla niego prawdziwa huśtawka nastrojów, można to porównać do jazdy na kolejce górskiej. Naprawdę solidne i dłuższe występy przeplatał z grą we fragmentach meczów, kiedy wynik był już ustalony. Jednak wreszcie Gortat dostał okazję, aby pokazać, że może zagrać więcej niż po 5,10 minut, a zbiegło się to z kontuzją Dwighta Howarda. Najpierw Marcin zaliczył udany występ przeciwko Phoenix Suns, gdzie był skuteczny w ataku- 8 punktów, ale największe pochwały zebrał za swoją postawę w obronie przeciwko jednemu z najlepszych środkowych w NBA- Amare Stoudemire’owi. W starciu z nim potwierdził, że jest fizycznie gotowy na rywalizację z tak mocnymi podkoszowymi w większym wymiarze czasowym.

W kolejnym spotkaniu bez Howarda, Magic wyszli pierwszą piątką z Marcinem. To właśnie 13 grudnia 2008 roku w stanie Utah, a dokładnie w Salt Lake City, Marcin Gortat został pierwszym Polakiem, który rozpoczął mecz ligi NBA w wyjściowym zestawieniu. Jego występ można ocenić na 4, gdyż to właśnie tyle punktów, zbiórek i bloków zanotował. Jednak ponownie nie statystyki, lecz jego zaangażowanie w obronie było zdecydowanie najważniejsze. Właśnie w ten sposób następnym cenionym podkoszowym najlepszej ligi świata, który przekonał się o wartości Gortata został Mehmet Okur.

Już dwa dni później Marcin ponownie wybiegł w pierwszej piątce i w potyczce z Golden State Warriors rozegrał jedno ze swoich najlepszych w ofensywie spotkań w karierze, zdobył 16 punktów, miał też 13 zbiórek i 3 bloki.

Po tak udanych występach Gortat ponownie przekonał się, że będzie mu bardzo ciężko przeskoczyć rozpromienioną gwiazdę Dwighta Howarda. W dalszej części rozgrywek wrócił na ławkę. Jednak już w najważniejszej części sezonu, a więc play-off, ponownie skorzystał z tego, że Howard nie mógł grać i odnotował bardzo udany występ przeciwko Philadephii 76 ers, to właśnie wtedy wykonał legendarny już dla polskich kibiców wsad nad centrem „Szóstek”, Samuelem Dalembertem. Później Polak musiał się pogodzić już tylko rolą rezerwowego, ale przychodziło mu to łatwiej, gdyż Gortat od zawsze był zawodnikiem, dla którego największe znaczenie ma dobro drużyny, a Orlando Magic pokonywali kolejne przeszkody ku wielkiemu finałowi, po drodze, w jakże emocjonujących seriach, pokonali Boston Celtics i głównych kandydatów do mistrzostwa, Cleveland Cavaliers. Szczególnie spotkania z ekipą LeBrona Jamesa zostały w pamięci fanów znad Wisły, powód był prosty- fantastyczne bloki „Polskiej Maszyny” na wielkim LeBronie.

Wreszcie na koniec sezonu, Gortat jako pierwszy koszykarz z Polski, wystąpił w finale NBA, w którym jednak Magic musieli uznać wyższość Los Angeles Lakers. Drużyna Phila Jacksona zdobyła mistrzostwo oddając zespołowi z Florydy tylko jeden mecz.

Medialna burza

Po pamiętnym sezonie 2009-10 i występie w finale najlepszej ligi świata, wygasł kontrakt Gortata z Orlando Magic. Polskie media praktycznie codziennie widziały go w innym klubie NBA. Jednak warto dodać, że także w Stanach transfer z udziałem Marcina wzbudzał zainteresowanie prasy. Eksperci określali go jako czołowego centra w lidze, na dodatek często zastanawiali się jak wyglądałaby gra „Gortiego”, gdyby mógł występować w pierwszej piątce. Co najważniejsze Marcin nie tylko w mediach, ale również na rynku transferowym wolnych agentów był niezwykle rozchwytywany.

Ostatecznie jego wybór padł na Dallas Mavericks, gdzie Gortata bardzo w swoim zespole widział właściciel klubu Mark Cuban. Jednak zgodnie z przepisami NBA, Orlando Magic mieli czas, aby wyrównać złożoną przez Mavs ofertę i skorzystali z niego, po siedmiu dniach wyrównując umowę opiewającą na 34 milionów dolarów za pięć lat gry. Tym samym położyli kres jakimkolwiek plotkom transferowym i oczywistym stał się fakt, że Gortat dalej będzie reprezentował klub z Orlando.

Nasze mistrzostwa

Już jako wicemistrz NBA, a także jeden z najbardziej rozchwytywanych zawodników na rynku transferowym, Marcin Gortat dołączył do reprezentacji Polski, która przygotowywała się do Mistrzostw Europy, po latach przerwy ponownie odbywających się w naszym kraju.

Początek samych mistrzostw był wspaniały, kadra pod wodzą trenera Katzurina wygrała dwa pierwsze mecze grupowe z Bułgarią i jednym z faworytów całych rozgrywek, Litwą. Zadowolony ze swojej postawy mógł być także Marcin, który w każdym z tych spotkań dominował na tablicach, był ważnym punktem drużyny w ataku i zaporą nie do przejścia w obronie. Niestety w ostatnim meczu pierwszej fazy turnieju Polacy przegrali z Turcją i jak się później okazało był to początek ich czarnej serii. Nasza kadra uzyskała awans do dalszej części EuroBasketu, ale w kolejnych trzech meczach, po kolei, z Serbią, Słowenią i Hiszpanią, musieli uznać wyższość swoich rywali i pożegnać się z turniejem.

Gortat w sześciu meczach mistrzostw średnio notował 14,3 punktu, 10,8 zbiórki, 2 bloki, 1,7 asysty i 1,3 przechwytu, tym samym był czołowym zawodnikiem nie tylko reprezentacji Polski, ale i całych rozgrywek. Mimo to zawodnik Orlando Magic nie był z siebie zadowolony, wiedział, że mógł dać drużynie więcej jako lider i był rozczarowany 9 miejscem, jakim musieli zadowolić się polscy kibice. Dla niego cel był jasny- medal, a nawet mistrzostwo Europy.

Drugą odsłonę walki o pierścień czas zacząć…

Po nieudanym finale NBA i niepowodzeniach na EuroBaskecie w Polsce, Marcin miał jasno określony cel na sezon 2009-10, a było nim zdobycie mistrzowskiego pierścienia, a także zwiększenie swojej roli w zespole. Bardzo ciężko pracował nad swoim rzutem, aby móc grać nie tylko jako zastępca Dwighta Howarda, ale także silny skrzydłowy.

Niestety wszystkie założenia i plany brutalnie zweryfikowała rzeczywistość, mimo, iż praktycznie za każdym razem, kiedy Magic grali z wykorzystaniem „dwóch wież”, kiedy w tym samym czasie na boisku przebywali Gortat i Howard, ich gra wyglądała bardzo dobrze, o czym świetnie przekonali się Boston Celtics, trener Van Gundy bardzo sporadycznie korzystał z tego rozwiązania, dlatego też Marcin nie mógł liczyć na większą ilość minut.

W całym sezonie Polak rozegrał blisko 100 spotkań, opuścił tylko jeden mecz sezonu zasadniczego z powodu choroby, ale nie miał zbyt wielu okazji, aby pokazać pełnie swoich możliwości. Jeżeli dołożymy do tego porażkę w finale konferencji z Boston Celtics, gdzie Magic po przejściu dwóch pierwszych rund play-off bez żadnej porażki byli wielkim faworytem do ponownego występu w finale ligi, nie trudno domyślić się, że był to najtrudniejszy sezon w karierze Marcina pod względem obciążeń psychicznych, jakie mu towarzyszyły.

Sam przyznaje, że było mu bardzo ciężko walczyć z narastającą frustracją wynikającą z braku podań i swobody w grze, ale mimo to przez cały sezon dobrze wywiązywał się ze swoich głównych zadań i co ważne, prezentował równą formę.

Wakacje? Jakie wakacje?

Ponownie pod takim hasłem Marcin spędził lato 2010, po raz kolejny objechał prawie całą Polskę z zespołem pracującym na campach dla młodzieży organizowanych przez Gortata. Potem z drużyną narodową walczył o Mistrzostwa Europy, które w 2011 roku odbędą się na Litwie. Dla Gortata była to możliwość, aby udowodnić wszystkim niedowiarkom, że jego umiejętności gry w ataku znacznie wzrosły i może być już nie tylko groźny pod samą obręczą, ale również na dystansie.

Rzeczywiście Marcin był liderem kadry i w zdecydowanej większości eliminacyjnych spotkań zaprezentował bardzo wysoką formę, co jednak nie pomogło nam wywalczyć bezpośredniego awansu do EuroBasketu. W decydującym, ostatnim, meczu rozgrywek przegraliśmy na wyjeździe z drużyną narodową Belgii, ale jak się okazało kilka tygodni później dzięki decyzji FIBA Europe liczba drużyn biorących udział w Mistrzostwach Europy wzrośnie do 24, co wiąże się z tym, że jesteśmy już pewni swojego występu na Litwie.

Podsumowanie lata 2010 Marcina w liczbach:

8 oficjalnych spotkań w reprezentacji Polski (śr. 33, 9 min., 18 pkt., 8,9 zb., 2,3 blk., 1,6 ast.)

Kilkanaście godzin spędzonych w studiach telewizyjnych, a także na oficjalnych spotkaniach

Setki uśmiechniętych twarzy dzieciaków, które miały okazję trenować z Marcinem

Jednak tak naprawdę całej pracy wykonanej przez Gortata nie da się ukazać w statystykach. Najważniejsze jest to, że Marcin cały czas przez wszystkie działania rozwija się przede wszystkim jako człowiek, ale także jako koszykarz, o czym mogli przekonać się wszyscy w Orlando, kiedy to Marcin zaraz po przylocie z Polski zaczął brać udział w „przygotowaniach do oficjalnych przygotowań” zespołu i już na początku zaszokował wygrywając rywalizację o tytuł „Iron Magica”- jest to konkurs siłowo- sprawnościowy, w którym brali udział wszyscy koszykarze Orlando Magic.

Z całą pewnością Gortat nie po raz ostatni pokazał, że Polak potrafi! Jego rozwój najlepiej opisać może nie kto inny jak brat, Filip- Marcin był na początku strasznie oporny do koszykówki, a jak już grał to i wzrost mu nie pomagał. Chłopak nie umiał nawet kozłować. No a teraz… wymiata jak trzeba!

Wkrótce ciąg dalszy…

Social poster

delicious digg reddit technorati facebook twitter google yahoo wikio blinklist simpy spurl